„Dobro dziecka nie znosi kompromisów. Głos adwokata w sprawie walki matki o dzieci”

Głos adwokata: walka o dzieci to walka o stabilność, nie o kompromis za wszelką cenę

Jako pełnomocnik procesowy w sprawach rodzinnych wielokrotnie staję w obliczu dramatów, które rozgrywają się nie tylko na sali sądowej, ale przede wszystkim w codziennym życiu dzieci i ich rodziców. Jedna z ostatnich spraw, prowadzona przed Sądem Okręgowym, szczególnie dobitnie pokazuje, jak cienka jest granica między formalnym „wyważeniem interesów stron” a realnym zagrożeniem dobra dziecka.

Reprezentuję matkę dwóch małoletnich dziewczynek – dzieci wymagających szczególnej troski, systematycznej opieki medycznej i stabilnego środowiska wychowawczego. Jedno z nich zmaga się ze spektrum autyzmu, ADHD i wymaga leczenia psychiatrycznego, drugie objęte jest wczesnym wspomaganiem rozwoju z uwagi na obniżone funkcjonowanie intelektualne. Są to dzieci, dla których przewidywalność i ciągłość opieki nie są luksusem, lecz koniecznością.

Pomimo tego, sąd pierwszej instancji zdecydował się na zastosowanie modelu pieczy naprzemiennej. W teorii – rozwiązania równościowego, w praktyce – w tej konkretnej sprawie stanowiącego poważne ryzyko.

Gdzie kończy się teoria, a zaczyna rzeczywistość

Piecza naprzemienna zakłada współpracę rodziców, wzajemne zaufanie i zdolność do komunikacji. Tymczasem materiał dowodowy jasno wskazuje, że strony pozostają w głębokim konflikcie, nie są w stanie porozumiewać się w sprawach dzieci, a ich relacja nacechowana jest wzajemnymi oskarżeniami.

Co więcej, to matka od początku sprawowała faktyczną opiekę nad dziećmi – organizowała leczenie, uczestniczyła w diagnozach, zapewniała terapię i codzienną stabilność. Ojciec nie tylko w ograniczonym zakresie uczestniczył w tym procesie, ale również kwestionował zasadność diagnoz i leczenia, podważając opinie specjalistów.

Trudno mówić o równych kompetencjach rodzicielskich w sytuacji, gdy jedno z rodziców konsekwentnie realizuje wszystkie obowiązki opiekuńcze, a drugie pozostaje wobec nich sceptyczne.

Sprzeczność, której nie sposób pominąć

Szczególne zdumienie budzi wewnętrzna sprzeczność rozstrzygnięcia sądu. Z jednej strony wskazano, że żaden z rodziców nie daje pełnej gwarancji samodzielnej opieki, z drugiej – powierzono im właśnie taką samodzielną opiekę w systemie naprzemiennym.

Tego rodzaju rozumowanie nie tylko nie rozwiązuje problemu, ale go potęguje. W praktyce oznacza bowiem regularne przenoszenie dzieci między środowiskami, które – jak wynika z ustaleń – nie zapewniają im pełnej stabilności.

W przypadku dzieci z zaburzeniami rozwojowymi może to prowadzić do dezorganizacji terapii, zwiększenia napięcia emocjonalnego oraz powstania trudnych do odwrócenia skutków w ich rozwoju.

Dobro dziecka nie znosi eksperymentów

W sprawach rodzinnych sąd nie powinien eksperymentować. Każde rozstrzygnięcie musi być oparte nie tylko na formalnej równowadze, lecz przede wszystkim na realnej analizie sytuacji dzieci.

W tej sprawie zabrakło pogłębionej refleksji nad ich szczególnymi potrzebami. Nie uwzględniono w należyty sposób dokumentacji medycznej, nie skonfrontowano decyzji z wiedzą specjalistyczną i nie oceniono ryzyka, jakie niesie za sobą tak daleko idąca ingerencja w ich codzienne życie.

Piecza naprzemienna w takich warunkach przestaje być kompromisem – staje się rozwiązaniem najbardziej ryzykownym.

Walka o coś więcej niż „wygraną”

Zażalenie, które zostało wniesione do sądu, nie jest przejawem procesowej strategii ani próbą „wygrania sprawy”. Jest próbą przywrócenia równowagi tam, gdzie została ona zachwiana kosztem dzieci.

Celem tej walki jest zapewnienie im jednego, stabilnego środowiska, w którym będą mogły się rozwijać, leczyć i budować poczucie bezpieczeństwa. Kontakty z drugim rodzicem są ważne – ale powinny być uregulowane w sposób odpowiadający realnym możliwościom i potrzebom dzieci, a nie abstrakcyjnym założeniom równościowym.

Wnioski dla praktyki

Ta sprawa jest przykładem szerszego problemu, z którym coraz częściej spotykamy się w praktyce. Dążenie do modelu „po połowie” nie zawsze oznacza działanie w interesie dziecka.

Prawo rodzinne nie może być oderwane od rzeczywistości. Każda sprawa wymaga indywidualnego podejścia, uwzględniającego faktyczne relacje, kompetencje rodzicielskie i – przede wszystkim – potrzeby najmłodszych.

Bo w centrum postępowania nie stoją rodzice i ich spór. W centrum zawsze powinno być dziecko – jego bezpieczeństwo, rozwój i przyszłość.

Adwokat Wojciech Kała

tel. 511040478

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *